28.03.2024 Źródło: China Daily/Kangba TV

Samdrub Norbu nastraja dranyan czyli gitarę tybetańską tybetańskim – w swoim sklepie w Lhasie stolicy Tybetańskiego Regionu Autonomicznego [Xizang], 13 marca br. [Foto: PALDEN NYIMA/CHINA DAILY]
Po ukończeniu studiów marzeniem wielu młodych absolwentów tybetańskich szkół wyższych jest uzyskanie stabilnej pracy w sektorze publicznym, ale Samdrub Norbu jest wyjątkiem. 23-letni założyciel Yangchak Art prowadzi firmę zajmującą się gitarami tybetańskimi od ponad pół roku, od chwili, kiedy w zeszłym roku uzyskał dyplom na Uniwersytecie Tybetańskim.
Pochodzący z tybetańskiej rodziny Samdrub Norbu, urodzony w Lhokha, które nazywane jest miejscem narodzin Tybetańczyków i kolebką tybetańskiej cywilizacji , jest urzeczony rodzimą kulturą.
Kieruje nim podwójny motyw: zarabianie pieniędzy przy jednoczesnym kultywowaniu tybetańskiej kultury instrumentów muzycznych.
„Gitara tybetańska jest tym, co kocham. Dlatego wybrałem taki właśnie biznes” – mówi Samdrub Norbu. „Nie wiem, jakie będą jego rezultaty w przyszłości, ale każdego dnia jestem szczęśliwy z powodu tego, czego próbowałem do tej pory i wcale nie czuję zmęczenia, mimo że cały czas jestem zajęty”.
Jako student college'u specjalizował się w muzyce i miał okazję uczyć się gry na pianinie i gitarze tybetańskiej – zwanej w języku tybetańskim dranyan. W tym okresie odbywał praktykę u jednego ze swoich nauczycieli muzyki, Jamyanga, a także uczył się od kolegów z klasy, zwłaszcza tych z prefektury Ngari, która słynie z gry na gitarze tybetańskiej. Od tego czasu gitara stała się jednym z jego najlepszych przyjaciół w życiu i prawie nigdy jej nie opuszcza.
Mimo że w końcu odniósł sukces, działalność biznesowa Samdruba Norbu w zakresie instrumentów tybetańskich rozpoczęła się niepewnie. Trzy lata temu, będąc jeszcze na studiach, otworzył w swoim rodzinnym mieście sklep z instrumentami muzycznymi.
Jednak biznes upadł i Samdruba stracił prawie 500 000 juanów (69 000 dolarów), co miało ogromny wpływ na niego i jego rodzinę.
„Największy ból, jaki odczuwałem w obliczu trudności, nie był fizyczny, ale psychiczny” – powiedział. W jego najciemniejszych dniach porzucili go bliscy – oprócz wspierającej matki i ojca – przyjaciele, a nawet dziewczyna.
Pomimo starat finansowych i niepowodzeń życiowych, jego silna determinacja w dążeniu do realizacji marzeń ośmieliła go na nowo i pomogła w sukcesie odtworzenia działalności tej samej firmy po ukończeniu studiów.
Według niego większość jego kolegów z klasy zdecydowała się znaleźć stabilną pracę w instytucjach państwowych, a tylko kilku założyło własne firmy, sprzedają odzież, kawę i lokalne produkty.
W ciągu zaledwie kilku miesięcy od otwarcia pierwszego sklepu w Lhasie w zeszłym roku jego firma już się rozwinęła, a cztery miesiące temu otwarto drugi sklep w stolicy TRA. Liczba pracowników w jego warsztacie wzrosła do 10.
Oprócz sprzedaży różnych gitar tybetańskich prowadzi także warsztat, w którym sam je produkuje i prowadzi kursy nauki gry na gitarze tybetańskiej dla początkujących.

Tencho, pracownik tybetańskiej firmy produkującej gitary Samdrub Norbu, gra na gitarze. [Foto: PALDEN NYIMA/CHINA DAILY]
Rząd Tybetańskiego Regionu Autonomicznego [Xizang] aktywnie zachęca młodych przedsiębiorców, takich jak Samdrub Norbu, do zakładania własnych firm i wdrożył szereg form ich wsparcia.
Samdrub Norbu jeszcze nie skorzystał z tych zasad, ale planuje to zrobić w przyszłości.
Powiedział, że rząd zapewnia fundusz startowy w wysokości 60 000 juanów każdemu studentowi-przedsiębiorcy, jeśli spełnia onokreślone wymagania. Wsparcie obejmuje także dopłaty do czynszu oraz rachunków za wodę i prąd.
„Moja firma ma się teraz dobrze. Mogę płacić pensję 10 pracownikom i jak dotąd daję sobie radę z normalnym funkcjonowaniem firmy, dlatego jestem zadowolony ze swojej obecnej sytuacji” – powiedział.
Marzenia Samdruba Norbu wykraczają daleko poza prowadzenie warsztatów gry na gitarze tybetańskiej. W przyszłości planuje założyć własną szkołę artystyczno-muzyczną.
„Wierzę, że wraz z rozwojem społeczeństwa i poprawą warunków życia ludzi coraz więcej rodziców w regionie będzie posyłać swoje dzieci na naukę w dziedzinie różnorodnych sztuk pięknych. Dlatego uważam, że dobra szkoła artystyczna jest niezbędna” – powiedział.
„Podobnie jak tybetańskie powiedzenie: «Nie ma miejsca na smutek tam, gdzie można znaleźć muzykę i taniec», wierzę, że to, co robię, może przynieść szczęście innym”.




Turystyka