10.09.2026 | Źródło:Tibet Daily| Autor: Song Haiyan

Wrzesień. W szkole Specjalnej w Shannan, ciepłe jesienne słońce wpada przez okna, tworząc na drewnianej podłodze sali do tańca zmienny wzór światła i cienia. Głośnik odtwarzacza muzyki ustawiono bezpośrednio na podłodze, a kilkanaścioro uczniów z wadami słuchu stoi na niej boso; deski podłogi rozgrzały się pod ich stopami, roztaczając delikatny zapach drewna. 


Gusang Quzhen

Gusang QuzhenGusang Quzhen klęka obok chłopca, trzymając go za nadgarstek, by skorygować kąt ułożenia ręki. Chłopiec siedem czy osiem razy próbuje wykonać ruch uniesienia ramienia, ale nie do końca mu to wychodzi. Nauczycielka zachowuje cierpliwość i prowadzi jego dłoń, by jeszcze raz pokazać mu właściwy ruch. Tym razem ramiona i plecy chłopca były rozluźnione, a w jego palcach widać nową siłę. Gu Sang i Qu Zhen uśmiechnęli się i pokazali mu kciuk w górę. Gusang Quzhen uśmiecha się i pokazuje kciuk uniesiony w górę. Chłopak spuszcza głowę, delikatnie trze palcami stóp o podłogę i odwzajemnia uśmiech.

44-letnia Gusang Quzhen pełni funkcję wicedyrektorki i kierowniczki zespołu artystycznego w Szkole Specjalnej w Shannan. Po ukończeniu studiów, w 2004 roku karierę  rozpoczęła jako nauczycielka języka angielskiego w gimnazjum. W 2011 roku, gdy powstawała Szkoła Specjalna w Shannan, złożyła wniosek o przeniesienie do tej placówki. Wierzy, że ​​„dzieci o szczególnych potrzebach zasługują zasługują na większą troskę." OOd tamtej pory nigdy nie rozstała się z tą grupą wyjątkowych dzieci.

Po przeniesieniu Gusang Quzhen została skierowana do Szkoły Specjalnej w Changsha (w prowincji Hunan) na roczne szkolenie praktyczne, podczas którego systematycznie uczyła się języka migowego oraz metod nauczania w edukacji specjalnej. Po powrocie ze szkoleniu szkoła powierzyła jej prowadzenie zajęć tanecznych. Na pierwszych zajęciach kilkanaścioro dzieci wpatrywało się w nią w milczeniu. Włączyła muzykę, zwiększyła głośność do maksimum i zaczęła tańczyć. Gdy się odwróciła, zobaczyła, że ​​dzieci patrzą na siebie z zakłopotaniem – nie słyszały muzyki. Gusang Quzhen odwróciła się, wzięła głęboki oddech i znów spojrzała na uczniów z uśmiechem. Od tego dnia zastanawiała się, jak pomóc dzieciom z wadami słuchu „usłyszeć” rytm.

Podczas jednych z kolejnych zajęć któreś z dzieci stanęło blisko głośnika. Podłoga nagle zadrżała, zaskakując chłopca – jego stopy wyczuły rytm. Gusang Quzhen znalazła rozwiązanie: położyła głośniki płasko na podłodze i kazała dzieciom stawać na nich boso. Początkowo dzieci podchodziły do ​​tego niepewnie, podkurczając palce u stóp, by sprawdzić nowe odczucia. Z czasem niektóre zaczęły kiwać głowami, a inne się uśmiechały – naprawdę „słyszały” muzykę.

Od tego momentu jej klasa się zmieniła. Stukanie ręką w podłogę powoduje Od tego momentu jej zajęcia całkowicie się zmieniły. Stukając ręką w podłogę wywoływała wibracje, i używała migoczących świateł telefonu, by wyznaczać rytm, zachęcała dzieci do przykładania dłoni do głośników, aby mogły poczuć melodię. Każdy ruch rozkładano na najprostsze elementy; nauczycielka podtrzymywała ręce uczniów i korygowała ich postawę, ruch po ruchu. Opanowanie jednej sekwencji tańca opartej na liczeniu do ośmiu potrafiło zająć im cały dzień. W sali nie rozbrzmiewała muzyka – słychać było jedynie głuchy odgłos dłoni uderzających o podłogę, cichy szelest stóp przesuwających się po podłożu i sporadyczne, ciche nucenie wydobywające się z gardeł dzieci – ich sposób reagowania na rytm.

Gdy zajęcia w szkole weszły na właściwe tory, Gusang Quzhen skierowała swoje myśli ku innej grupie dzieci: tym, które z powodu poważnej niepełnosprawności nie mogły uczęszczać do szkoły. Zaczęła odwiedzać je w domach, wykorzystując wolny czas na wędrówki przez góry i wzgórza, by do nich dotrzeć. Bez profesjonalnego studia lekcje odbywały się przy łóżku dziecka lub na wolnej przestrzeni w salonie. Ponieważ ruchy dzieci były powolne, jedno ćwiczenie rozciągające trzeba było niekiedy powtarzać dziesiątki razy; nauczycielka demonstrowała każdy ruch wielokrotnie, zawsze z zachęcającym, cierpliwym uśmiechem. Sylwetki nauczycielki i dziecka – jedna duża, druga mała – rzucane na ścianę poruszały się powoli, lecz wytrwale. W takich chwilach sens edukacji wykraczał poza zwykłe nauczanie umiejętności; stawał się sposobem na niesienie miłości i nadziei rodzinom, które najbardziej tego potrzebowały.

Dzień po dniu wibracje rozbrzmiewały nie tylko w sali ćwiczeń, ale także w domach położonych daleko od szkoły. Z czasem te wysiłki podejmowane tu i tam zaczęły przynosić owoce. Zespół taneczny prowadzony przez Gusang Quzhen dwukrotnie z rzędu zwyciężył w kategorii tańca podczas (zachodnich) finałów regionalnych  Ogólnokrajowego Przeglądu Artystycznego Osób z Niepełnosprawnościami. Gdy światła reflektorów padały na scenę, dzieci wykonywały ruchy w idealnej synchronizacji, a z ich twarzy biła niespotykana dotąd pewność siebie i radość.

Jednak za tą wspaniałą sceną kryje się wysiłek, którego zwykli ludzie ledwo są w stanie sobie wyobrazić. Gdy trupa przygotowywała się do kluczowego konkursu, nagle zmarł ojciec Gusang Quzhen. Na wieść o tym kobieta znieruchomiała, kurczowo ściskając telefon. Zorganizowawszy pogrzeb, pospiesznie wróciła na salę treningową, niosąc w sercu zarówno pamięć o ojcu, jak i poczucie nauczycielskiego obowiązku. Jej pokazy pozostawały precyzyjne, a uwagi cierpliwe; dopiero w przerwach, gdy odwracała wzrok, można było dostrzec, jak po cichu ociera łzy. Chwilę później odwracała się z uśmiechem i zajmowała miejsce na czele grupy.

Oprócz codziennych treningów i konkursów, Gusang Quzhen głęboko troszczyła się o przyszłość swoich podopiecznych. W miarę zbliżania się końca nauki gromadziła informacje o placówkach kształcenia specjalnego, skrupulatnie analizowała szczegóły dotyczące kierunków i wymogów egzaminacyjnych. W okresie egzaminów artystycznych towarzyszyła dzieciom w podróżach pociągami i autobusami, jeżdżąc z nimi na przesłuchania. W pociągu pomagała uporządkować bagaże i przynosiła im gorącą wodę; dopiero późną nocą, gdy wszystkie dzieci już spały, udawało jej się na krótko zdrzemnąć. Gdy jeden z uczniów przed salą egzaminacyjną tak bardzo się denerwował, że dłonie mu lodowaciały, kucała na korytarzu, trzymała go za rękę i szeptała łagodnie: „Nie bój się – po prostu zatańcz tak, jak robisz to dla mnie na treningu”.

Dni mijały jeden po drugim. Na biurku Gusang Quzhen zawsze obok siebie leżały egzemplarz książki *Chiński język migowy* oraz grupowe zdjęcie całej klasy. Kartki książki były wytarte i postrzępione na brzegach, a na fotografii dzieci tłoczyły się wokół niej, promieniując uśmiechem.

Nadeszła kolejna jesień; dzieci jak zwykle weszły do ​​sali prób i stanęły boso na podłodze. Gusang Quzhen uklękła, docisnęła głośnik do desek podłogi i klasnęła w dłonie. Gdy pierwsze drżenie przeniknęło przez podeszwy ich stóp, niektóre dzieci uśmiechnęły się, a w kącikach ich oczu pojawiły się zmarszczki wywołane zachwytem. Kobieta wstała, stanęła przed grupą i powoli uniosła ramiona. Od ponad dekady Gusang Quzhen wielokrotnie wykonuje ten gest, prowadząc coraz więcej dzieci ku tańcowi we własnym rytmie, w świecie pozbawionym dźwięków.

Foto: www.sohu.com 2025