04.09.2026 | Źródło: chinadaily.com.cn | Autor: PALDEN NYIMA, Gyirong, Xizang i CAO YIN

Po kilku dniach nieustannych poszukiwań i akcji ratunkowych, Xiao Fugui, policjant posterunku kontroli granicznej w powiecie Gyirong, w Shigatse, w Tybetańskim Regionie Autonomicznym [Xizang], wyglądał na wychudzonego i wyczerpanego.

Pomimo widocznych oznak znużenia wielokrotnie podkreślał, że wcale nie jest zmęczony. „Chcę tylko odnaleźć moich kolegów z pracy” – powiedział w czwartek, z determinacją ściskając w ręku łopatę i marszcząc brwi.

26 sierpnia potężna lawina błotna zdewastowała port przeładunkowy/ przejście graniczne w Gyirong, kluczowe połączenie lądowe między Chinami a Nepalem. Do środy południa odnaleziono 21 ofiar, odzyskano 847 rzeczy osobistych, a 541 osób nadal uznano za zaginione.

Xiao jechał w kierunku portu, gdy doszło do katastrofy. „Byłem zaledwie cztery lub pięć kilometrów od przejścia, gdy zobaczyłem kilka stojących na drodze samochodów” – powiedział. „Wysiadłem i zapytałem innych kierowców, co się dzieje – wszyscy byli spanikowani, mówiąc, że poziom wody gwałtownie wzrósł w pobliżu portu”.

Martwiąc się o ich bezpieczeństwo, polecił dwóm koleżankom z samochodu wysiąść i znaleźć bezpieczne miejsce, a następnie kontynuował jazdę sam, aby ocenić sytuację. Zorientowawszy się, że to osuwisko, Xiao natychmiast powiadomił władze.

„Mętna woda pędziła w moim kierunku, więc wrzuciłem wsteczny bieg i cofnąłem samochód o około 500 metrów” – opowiadał napiętym głosem. „Bałem się, że samochód zostanie porwany przez wodę. Tak naprawdę przerażała mnie niewiedza o tym, co stało się z moimi kolegami z pracy na przejściu”.

Gdy widoczność gwałtownie spadła, a droga przed nim była zablokowana, Xiao poczuł się uwięziony. Wspominając tamten moment, powiedział: „Tego dnia naprawdę przeszedłem przez bramy piekła”.

Prowadzony niepokojem i głębokim poczuciem obowiązku, Xiao dołączył do ekip ratunkowych. W niedzielę dotarł w okolice portu i natychmiast zaangażował się w akcję ratunkową. „Zaraz po przybyciu zacząłem przenosić zapasy, a następnie rozpocząłem poszukiwania. Znalazłem ubrania, buty i zmiażdżone pojazdy należące do zaginionych. Każdy przedmiot, który zobaczyłem, przeszywał moje serce niczym igła”.

Pochodzący z prowincji Qinghai, 39-letni Xiao pracuje w Xizang od 17 lat, z czego 11 lat w punkcie kontroli granicznej w Gyirong, gdzie zajmował się głównie sprawami reklamowymi. „Przez wiele lat spędzałem prawie każdy dzień z kolegami z pracy – filmowałem ich patrole, pisałem o ich życiu na straży tej granicy” – powiedział. „Ten port, ci ludzie – stali się częścią mnie”.

Pierwszego dnia akcji ratunkowej Xiao i inni robotnicy rozbili obóz w namiocie przy zbiorniku wodnym w połowie wysokości góry, niedaleko portu granicznego. Nie mógł zasnąć. „Tej nocy padał ulewny deszcz – woda spływała po zboczach i wlewała się do rzeki. Odgłosy deszczu, rwącej wody i zapadających się zboczy mieszały się ze sobą. Serce mi pękało. Nie odważyłem się zasnąć a i tak nie mogłem” – powiedział.

Mówiąc te słowa wziął łopatę i wrócił do kopania. „Mam tylko jedną myśl: bez względu na wszystko chcę odnaleźć moich kolegów z pracy. Chcę ich sprowadzić do domu” – dodał.

Fotografia ilustracyjna: Xinhua.