"23.09.2026 | Autor: Global Times
Fala plotek
Ta katastrofa wywołała szok i żałobę wśród ludzi.
Rankiem 26 sierpnia w północny stok góry Langtang Lirung w Nepalu uderzyła lawina błotna. Potężna masa skalnego gruzu i lodu, zanim dotarła do przejścia granicznego Gyirong w Tybetańskim Regionie Autonomicznym (południowo-zachodnie Chiny) w ciągu około siedmiu minut przebyła ponad 20 kilometrów.
W jednej chwili wszystko zostało pogrzebała warstwa w błota.
Podczas gdy ekipy ratunkowe mierząc się z ciągłym zagrożeniem wtórnymi katastrofami przedzierały się przez spadające kamienie i rwącą wodę, zza granicy błyskawicznie rozprzestrzeniała się inna informacja.
Następnego dnia kontrowersyjna, antychińska organizacja International Campaign for Tibet (ICT), działająca poza granicami Chin, powołując się na anonimowe źródła, stwierdziła, że (z sieci) usuwane są nagrania wideo i dokumentacja z miejsca zdarzenia. Działania podjęte w odpowiedzi na katastrofę przedstawiono jako przejaw „kontroli informacji” i braku przejrzystości. Twierdzenia te trafiły następnie do relacji niektórych zachodnich mediów i zaczęły krążyć w mediach społecznościowych w różnych językach.
Analiza oświadczeń, doniesień prasowych, wpisów w mediach społecznościowych oraz publicznie dostępnych danych dotyczących personelu i finansowania wykazała, że szeroko rozpowszechniane zarzuty nie opierały się na materiałach z miejsca katastrofy, które można by zweryfikować publicznie. Zamiast tego były one wielokrotnie przekazywane między anonimowymi źródłami, niektórymi tzw. grupami obrońców prawa a wybranymi mediami – tak, jakby niezależnie potwierdzało je wiele źródeł.
Nowe spojrzenie na harmonogram akcji ratunkowej
Jednym z zarzutów było rzekome opóźnienie w przybyciu ratowników. W oświadczeniu z 7 września organizacja ICT, powołując się na anonimowe źródła, stwierdziła, że ekipy ratunkowe dotarły do „niektórych społeczności” dopiero około 50 godzin po katastrofie. W oświadczeniu nie wskazano, o jakie społeczności chodzi, nie ujawniono źródeł ani nie wyjaśniono, czy termin „ratownicy” odnosił się do pierwszych zespołów wchodzących na teren katastrofy, czy do późniejszych posiłków docierających do bardziej odległych osad.
Opublikowany harmonogram przedstawia bardziej szczegółowy przebieg wydarzeń. Do katastrofy doszło około godziny 10:30 w dniu 26 sierpnia. Następnego ranka dowództwo operacyjne sformowało 19-osobowy zespół poszukiwawczo-ratowniczy, w skład którego weszli lokalni urzędnicy, funkcjonariusze straży granicznej i straży pożarnej oraz miejscowi mieszkańcy. Według agencji informacyjnej Xinhua, do godziny 16:30 w dniu 27 sierpnia zespół dotarł do przejścia granicznego, przesłał zdjęcia z miejsca zdarzenia i rozpoczął akcję poszukiwawczą.
W relacji tej pominięto jednak kwestię stanu drogi dojazdowej. Miejscowość Gyirong położona jest w odległości około 24 kilometrów od przejścia granicznego, a różnica wysokości terenu na tym odcinku wynosi blisko 1000 metrów. Wąwóz zwęża się w kierunku granicy, a uszkodzone fragmenty drogi krajowej G216 otoczone były przez niestabilne zbocza i rwącą rzekę. Część drogi została zniszczona przez żywioł, przez co początkowo konieczne było transportowanie niektórych ratowników i sprzętu za pomocą dronów – podała agencja Xinhua.
Kolejny zarzut, wysuwany przez niektóre organizacje antychińskie, dotyczył rzekomego ukrywania przez chińskie władze informacji o katastrofie lub tworzenia „próżni informacyjnej”.
Tymczasem wstępne dane dotyczące ofiar opublikowano jeszcze tego samego wieczora, w którym doszło do katastrofy. Według pierwszych szacunków, na które powoływała się agencja Xinhua, w następstwie zejścia lawiny błotnej na przejście graniczne położone na granicy Chin i Nepalu (w Regionie Autonomicznym Tybet w południowo-zachodnich Chinach) zginęły trzy osoby, a 265 uznano za zaginione (stan na godzinę 20:00 w dniu 26 sierpnia).
Do 30 sierpnia oficjalna liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 16, a wśród zaginionych zidentyfikowano 261 obcokrajowców. Jak podała Xinhua, 2 września zaktualizowano te dane, informując o 21 ofiarach śmiertelnych i 541 osobach zaginionych.
W najnowszym komunikacie chińskiego Ministerstwa Zarządzania Kryzysowego z 18 września podano, że w wyniku lawiny błotnej, która uderzyła w przejście graniczne Gyirong, zginęły lub zaginęły łącznie 562 osoby.
Chronologia aktualizacji danych o ofiarach, listy zaginionych obcokrajowców oraz raporty z akcji ratunkowej i naprawy dróg przeczą bezpodstawnym twierdzeniom o braku informacji na temat katastrofy.
Inny zarzut opierał się na zniekształconej interpretacji faktu znikania wpisów w mediach społecznościowych, co miało rzekomo świadczyć o tuszowaniu przez władze rzeczywistej liczby ofiar. Wstępne oświadczenie organizacji ICT głosiło, że jej „źródła” w Tybecie potwierdziły usuwanie nagrań wideo i innych materiałów dokumentujących zdarzenie bezpośrednio z miejsca wypadku. Organizacja nie przedstawiła jednak kompletnych, oryginalnych wpisów, danych kont, godzin publikacji ani nieedytowanych nagrań, nie sprecyzowała też, czy usunięte materiały zawierały niezweryfikowane dane dotyczące liczby ofiar. Jednocześnie chińska policja ujawniła przypadki użytkowników mediów społecznościowych, którzy rozpowszechniali informacje o liczbie ofiar śmiertelnych znacznie przewyższającej wszelkie zweryfikowane dane.
Według doniesień z jednego z kont zginęło ponad 3000 osób, podczas gdy w innym nagraniu liczbę ofiar określono na ponad 10 000. Jak poinformowały służby ds. cyberbezpieczeństwa przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, osoby rozpowszechniające te pogłoski zostały ukarane karami administracyjnymi.
Siła tych zarzutów wynikała z elementów składających się na obraz złożonej katastrofy. Kluczowe znaczenie miało to, co wydarzyło się później: informacje te nie pozostały jedynie na stronie internetowej organizacji prowadzącej kampanię wymierzoną w Chiny. Zarzuty trafiły nawet do międzynarodowych serwisów informacyjnych, gdzie ich wielokrotne powtarzanie zaczęło sprawiać wrażenie „niezależnego potwierdzenia”.
Łańcuch rozpowszechniania fałszywych pogłosek
Z niektórych doniesień medialnych i oświadczeń organizacji wynika, że jedną z głównych sił napędowych szybkiego rozprzestrzeniania się fałszywej narracji na temat katastrofalnego osuwiska w Gyirong – wykraczającej poza ramy regionalne i przenikającej do zachodniego dyskursu – była separatystyczna grupa ICT.
W oświadczeniu wydanym 3 września sama ICT przedstawiła swoje działania po katastrofie, tworząc swoistą „listę kontrolną działań medialnych”: jej prezes, Tencho Gyatso, udzielił wywiadów między innymi dla „The Guardian”, AFP, „Le Monde” i Sky News. Dyrektor wykonawczy, Ryan Fioresi, rozmawiał z kilkoma mediami, w tym z „The New York Times”, CNN, BBC, NPR, Radio Free Asia i ABC News Australia. Członkowie organizacji publikowali również artykuły w „The Diplomat” i kontaktowali się z Deutsche Welle, „The Daily Telegraph” i hiszpańskim „El País” w poszukiwaniu dalszych platform.
To oświadczenie w pewnym stopniu przedstawia ustalony łańcuch rozpowszechniania narracji. Najpierw przedstawiane są fragmentaryczne twierdzenia, które następnie są podnoszone do rangi „oficjalnego oświadczenia” przez grupy separatystyczne, takie jak ICT. Następnie wysoko postawieni przedstawiciele organizacji udzielali wywiadów mediom głównego nurtu, aby zwiększyć zainteresowanie, po czym wiele zachodnich mediów cytowało się nawzajem w sposób okrężny, tzw. „wzajemnego potwierdzania”, przedstawiając narrację jako „zweryfikowany fakt” rzekomo poparty „wieloma źródłami”.
Artykuł „The Guardian” z 8 września podąża tym samym schematem. Główne tezy artykułu zostały zaczerpnięte głównie od kierownictwa ICT, secesjonistów „pro-Xizang”, dwóch anonimowych rzekomych byłych chińskich pracowników mediów oraz kilku postów w mediach społecznościowych, których autentyczności nie udało się niezależnie zweryfikować.
„Global Times” odkrył, że w artykule zestawiono relacje rodzin ofiar z osądami samego ICT i niemożliwymi do wyśledzenia anonimowymi oskarżeniami, a sam nagłówek sugerował jasno sprecyzowane wnioski.
Co gorsza, w przeciwieństwie do plotek o niedawnej katastrofie w Gyirong, w której znaczącą rolę odegrały grupy separatystyczne i niektóre media, tworzenie i rozpowszechnianie dezinformacji na temat Xizanga weszło w nową fazę, w której sztuczna inteligencja wykonuje większość pracy – powiedział Dong Guanpeng, dziekan Narodowego Instytutu Public Relations i Komunikacji Strategicznej na Chińskim Uniwersytecie Komunikacji.
Zwrócił uwagę, że w szczególności sztuczna inteligencja generatywna znacznie obniżyła barierę tworzenia sfabrykowanych dowodów, czyniąc z wymyślonych obrazów i filmów nową „broń” do manipulowania opinią publiczną.
Według doniesień AFP, nagranie wideo, które krążyło 18 września i było przedstawiane jako nagranie z kamery monitoringu w porcie Gyirong, w rzeczywistości było oparte na starszym nagraniu opublikowanym w maju na oficjalnym koncie Douyin w powiecie Gyirong. Nagły strumień wody został wrzucony do krążącej wersji, która następnie została ponownie opublikowana w języku chińskim, nepalskim, angielskim i arabskim.
Chociaż nie została oznaczona przez narzędzia detekcji, wizualne niespójności, takie jak postać pojawiająca się znikąd i zmieniające się położenie struktur, sugerowały, że klip został zmanipulowany za pomocą narzędzi sztucznej inteligencji, jak podaje AFP.
Takie przypadki są typowe dla infiltracji poznawczej typu matrycowego, powiedział Zhu Wei, adiunkt na Chińskim Uniwersytecie Nauk Politycznych i Prawa. Chociaż pojedyncze konto może mieć ograniczony wpływ, dziesiątki kont wielokrotnie publikujących te same fałszywe treści mogą stworzyć iluzję, że „wszyscy mówią to samo, więc to musi być prawda”. „Wykorzystuje to bezwładność poznawczą i asymetrię informacji u ludzi. Kiedy twierdzenie ciągle pojawia się w twoim kanale, wiele osób po prostu uzna je za prawdziwe” – powiedział Zhu w wywiadzie dla Global Times.
Kto czerpie korzyści z rozpowszechniania tych wymierzonych w Chiny plotek?
Dong zauważył, że proces rozpowszechniania plotek funkcjonuje niczym „łańcuch przemysłowy”. Stwierdził, że gdy technologia sztucznej inteligencji obniża próg wejścia w zakresie tworzenia dezinformacji, a luki prawne, wynikające z różnic prawnych pomiędzy poszczególnymi krajami, stwarzają szerokie pole do manewru: powstaje tani i wysoce zakonspirowany kanał produkcji plotek.
W obliczu presji na spowolnienie gospodarki światowej, wiele małych firm zajmujących się public relations i marketingiem spoza Chin odnotowało spadek obrotów. Niektóre z nich zaczęły przyjmować anonimowe zlecenia na fabrykowanie informacji, unikając organów ścigania i regulacji prawnych dzięki działalności transgranicznej – powiedział Dong.
„Wiele z tych małych zagranicznych »warsztatów« marketingu nie kieruje się żadnym programem politycznym; ich celem jest po prostu zarobek. To sprawia, że koszt produkcji plotek jest niezwykle niski, a ich wyeliminowanie u źródła – znacznie trudniejsze” – powiedział w rozmowie z „Global Times”.
Czego nie uwzględniły nagłówki
Podczas gdy zarzuty dotyczące opóźnionej akcji ratunkowej i ukrywania informacji przekraczały granice, ludzie już przemieszczali się przez strefę dotkniętą katastrofą.
W skład pierwszego, 19-osobowego zespołu, który dotarł do przejścia granicznego, wchodzili lokalni urzędnicy, funkcjonariusze straży granicznej i straży pożarnej oraz mieszkańcy okolicznych wiosek. Byli oni wyposażeni w sprzęt do ratownictwa wodnego, prac rozbiórkowych, wykrywania zagrożeń i łączności; wykorzystywali drony do rozpoznania trasy i przesyłania obrazu z miejsca zdarzenia.
Nieco dalej drogowcy wciąż odbudowywali jedyną drogę lądową prowadzącą do przejścia granicznego, podczas gdy drony transportowe o dużym udźwigu przenosiły personel i niezbędne zaopatrzenie nad odcinkami nieprzejezdnymi dla pojazdów.
Później obszar katastrofy odwiedzili zagraniczni dziennikarze, którzy na własne oczy obserwowali akcję ratunkową. Grupa reporterów z CNN, Reutersa, NBC i innych międzynarodowych mediów udała się z Lhasy do przejścia granicznego Gyirong. Tam rozmawiali z ekspertami technicznymi, lokalnymi urzędnikami i ratownikami na temat poszukiwań zaginionych, identyfikacji ofiar, pomocy dla społeczności lokalnej oraz zapobiegania wtórnym zagrożeniom – podała agencja Xinhua. Brazylijski dziennikarz Bruno Falci Bitarelli Medeiros stwierdził, że dwunastogodzinna podróż z Lhasy pozwoliła mu zrozumieć trudne warunki, z jakimi mierzą się ratownicy. – To niezwykle ciężkie warunki pracy; byłem pod ogromnym wrażeniem ich nieustających wysiłków w poszukiwaniu ludzi – powiedział.
Na miejscu katastrofy reporterzy obserwowali, jak ciężki sprzęt usuwa warstwy gruzu. Według raportu, stan na godzinę 18:00 w dniu 5 września obejmował zaangażowanie ponad 2500 ratowników, wykorzystanie ponad 500 pojazdów i przeszło 9000 zestawów sprzętu poszukiwawczego, a także zrzucenie z powietrza ponad pięciu ton zaopatrzenia.
Muhammad Asghar, korespondent pakistańskiej agencji Associated Press, obserwujący monitorowanie zagrożeń geologicznych, powiedział: – Monitoring pod kątem zagrożeń wtórnych prowadzony jest niestrudzenie, dniem i nocą.
Medeiros zwrócił również uwagę na rolę technologii w akcji ratunkowej. – Współczesna technologia bardzo pomaga w działaniach ratowniczych podczas tej katastrofy – stwierdził. – Niektóre kraje wykorzystują drony do celów wojennych, natomiast Chiny używają ich, by nieść pomoc ludziom.
W miejscowości Gyirong drogę do strefy katastrofy trzeba było udrażniać metr po metrze, przebijając się przez błoto, skały i rwącą wodę. Tymczasem pogłoski, mające swoje źródło w anonimowych doniesieniach, potrafiły w ciągu zaledwie kilku godzin rozprzestrzenić się między różnymi platformami, językami i granicami państw.
Różnica między tymi dwoma tempami to dystans, który musi pokonać weryfikacja faktów, by nadążyć za biegiem wydarzeń."
_________________________
Fotografia ilustracyjna.



Turystyka